EMPANADAS

Pamiętam kiedy byłam małą dziewczynką, jeszcze w podstawówce to  któregoś dnia przyjechała do nas ciotka. Nie byle jaka ciotka, bo z Ameryki. A tak dokładniej to z Argentyny.

To były lata siedemdziesiąte, szaro-bury PRL, a tu przypływa „Batorym” piękna pani z mężem starszym o kilkanaście lat. To była siostra mojego dziadka, która w atmosferze skandalu w czasie wojny porzuciła swojego prawowitego małżonka – lotnika i uciekła do Szwecji z wdowcem, dużo od niej starszym Żydem. Po kilku latach przenieśli się do Argentyny do Mar del Plata gdzie wujcio (tak się do niego zwracaliśmy – ja i moje rodzeństwo) otworzył garbarnie a ciocia ukończyła szkołę dla żon i rzuciła się w wir życia towarzyskiego.

W końcu dopadła ją tęsknota za nigdy nie widzianą rodziną i w któreś wakacje przybyli do nas na kilka tygodni. Pamiętam ten zapach – taki zagraniczny, luksusowy, nawet w Pewexie tak nie pachniało. Unosił się w oddanej przez moich rodziców na ich potrzeby sypialni. Pamiętam też te wspólne wyprawy do cukierni (ciocia nie mówiła kawiarnia tylko cukiernia) i na zakupy do Pewexu, gdzie za 10 dolarów można było nakupić rzeczy o jakich nam się nie śniło.

Ciocia była zawsze zadbana, elegancka, nawet po domu chodziła w szpilkach. Każdego ranka  ćwiczyła jogę, a wujciowi zakładała soczewki kontaktowe – to były dla nas rzeczy niepojęte.

Ciocia dosyć szybko wyczuła we mnie bratnią duszę, jeśli chodzi o zamiłowanie do gotowania i nauczyła mnie przygotowywania kilku potraw, o których wtedy nam się nie śniło. Między innymi była to pizza, ale taka na grubym cieście, podawana tylko z cebulą, sosem pomidorowym i serem czy ryż robiony w prodiżu z curry i innymi przyprawami albo truskawki moczone w rumie. Jednak największym przebojem okazały się empanadas – czyli tradycyjne danie Ameryki Południowej, znane w wielu odsłonach w zależności od farszu. My przygotowywałyśmy najbardziej luksusową wersję – z siekaną wołowiną.

Danie to do tej pory podbija serca moich gości i jak patrzę, jak pałaszują nie szczędząc mi komplementów, to zapominam ile się przy tym trzeba narobić. Żeby była jasność – farsz i ciasto przygotowuje się szybko i wdzięcznie, zabawa zaczyna się przy lepieniu, jak zresztą przy wszystkich pierogach.

Dlatego najczęściej farsz i ciasto przygotowuję wcześniej, a później wraz z  gośćmi, którzy są chętni  wspólnie lepimy, smażymy i w końcu jemy popijając piwem, które idealnie do tego pasuje lub w wersji bezalkoholowej czerwonym barszczem.

Do przygotowania farszu potrzebne nam będzie:
0,5 kg wołowiny np. udziec lub łopatka
– włoszczyzna
– 2 cebule
– 1 łyżka majeranku
– 2 kostki maggi
– przecier pomidorowy – ja używam taki w kartoniku 500 ml
– garść rodzynek
– olej do smażenia
– kremowy serek topiony

es

Wołowinę gotujemy z włoszczyzną (ja ją gotuję w szybkowarze, wtedy jest mięciutka) po ugotowaniu kroimy na małe kawałeczki, ważne aby była to wołowina siekana, a nie mielona.

W garnku z grubym dnem rozgrzewamy olej, na który wrzucamy dwie posiekane cebule, dodajemy majeranku i rozgniecione kostki maggi. Gdy cebula będzie miękka to dorzucamy  posiekane mięso oraz przecier pomidorowy, a także namoczone wcześniej w gorącej wodzie i później odsączone rodzynki.

I farsz mamy gotowy, musimy go wystudzić, bo tylko zimnym możemy nadziewać nasze empanadas.

Ciasto:
0,5 kg mąki pszennej
– 0,5 kg mielonego, białego sera
– 1/3 kostki margaryny
– sól

Z w/w składników wyrabiamy ciasto, które wkładamy przynajmniej na godzinę do lodówki.

Ciasto wałkujemy jak na pierogi, wycinamy kółka jakąś większą filiżanką, na każdy krążek kładziemy plasterek serka topionego, łyżeczkę farszu i lepimy pieroga a właściwie empanadas. Dodatkowo dla wzmocnienia brzeg pieroga ugniatamy widelcem.

Empanadas smażymy na głębokim oleju jak pączki raz je przewracając. Nie oszukujmy się, nie jest to danie dietetyczne, wręcz przeciwnie. Jest ono bardzo kaloryczne, ale czasami można sobie pozwolić… zwłaszcza, jeśli przygotowywało się to danie wspólnie i razem jadło.

My jemy bez sztućców. Po prostu z wielkiej michy bierzemy w rękę i zajadamy popijając zimnym piwem.

Smacznego wszystkim.

img_0155

Z Moniką i Olą (moją córką) lepimy empanadas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz poprawną cyfrę, aby zatwierdzić komentarz *