Wyprawa do USA luty 2017 – cz. III Las Vegas

Mamy  takiego znajomego , majętnego znajomego dodam, który dużo podróżuje i przysyła nam kartki z różnych stron świata. Jedna mi wyjątkowo utkwiła w głowie. Była to kartka z Las Vegas  przedstawiająca luksusowe hotele roziskrzone mnóstwem świateł i kasyna oczywiście.  Treść z tej kartki utkwiła mi jeszcze bardziej: „Wolność czasu i pieniędzy to jest właśnie to”. Przesłanie proste: mam taki fajny biznes, który daje mi mnóstwo wolnego czasu i kupę kasy więc mogę bywać w Las Vegas. A tak nawiasem mówiąc zgadnijcie jaki to biznes (do wygrania zestaw środków do czyszczenia z Amwaya 😉 ). Niemniej może przez to a może przez kilka filmów obejrzanych w przeszłości Las Vegas rzeczywiście jawiło mi się jako miejsce niekoniecznie dostępne dla zwykłych śmiertelników.

Otóż nic bardziej mylnego, najmniej za hotel zapłaciliśmy właśnie w Las Vegas, a bardzo szeroki wachlarz różnych  kasyn powoduje że nawet w trampkach i dżinsach znajdziesz miejsce jeśli bardzo chcesz zagrać. Zresztą po mieście pęta się mnóstwo takich turystów jak my co sprawia że nie czujesz się tam jak przez pomyłkę.

Z tym graniem w kasynie  to też tak nie do końca nam wyszło bo okazało się że tak naprawdę nutki hazardowej nikt z nas w sobie nie odnalazł a dosyć ostre amerykańskie  przepisy dotyczące obecności niepełnoletnich w kasynie spowodowały że dziewczyny zostały grzecznie poproszone o wyjście a my ubożsi o 5 dolarów przegranych na jednorękim bandycie wyszliśmy z nimi. W swojej wędrówce przez miasto przeszliśmy też przez bardziej luksusowe kasyna gdzie Ola słusznie zauważyła że czuć tu zapach pieniędzy. I to by było na tyle jeśli chodzi o kasyna.

 Ciekawsze natomiast było zwiedzenie Fremont Street Experience czyli zadaszonej i oświetlonej przez 3 miliony żarówek centralnej ulicy gdzie toczy się non stop  jedna wielka impreza. Poprzebierane panienki zapraszają do kasyn, na jednej scenie śpiewa Elvis a zaraz obok tańczy Marylin Monroe.

Pod sufitem przelatują podczepieni na linach amatorzy wysokościowych przejażdżek. Jest tu  mnóstwo pubów, barów, restauracji oferujących m.in. hangover breakfast. Co godzinę na imponującym suficie odbywa się świetlny pokaz a ogłuszająca muzyka gra cały czas. Traci się poczucie czy to dzień czy noc. Bardzo specyficzne miejsce, na pewno warte zobaczenia.

Drugie takie miejsce to główna ulica czyli Las Vegas Strip, który jednak w większości wykracza poza granice miasta Las Vegas. Najbardziej luksusowe obiekty leżą właśnie  przy tym bulwarze . Tutaj mieści się 19 z 25 największych hoteli świata pod względem liczby pokoi.

Spacer  bulwarem też jest punktem obowiązkowym zwiedzania Las Vegas.  Po drodze mijamy Statuę Wolności, Wieżę Eiffla oraz fabrykę czekolady. Idzie się bardzo miło, po drodze zamontowane są głośniki więc muzyka cały czas wędruje z nami, nie ma potrzeby stawania na czerwonym świetle bo wszędzie są kładki nad ulicą. I o dziwo tu nie spotkaliśmy bezdomnych.

Las Vegas jest najbardziej zaludnionym miastem  w  stanie Nevada. Na świecie  kojarzy się  przede wszystkim z grami hazardowymi, zakupami oraz wyszukanymi restauracjami i luksusowymi hotelami takimi jak Caesars Palace , The Mirage czy Bellagio.

Poza kasynami nie brakuje tu także muzeów, najciekawsze z nich to muzeum przestępczości zorganizowanej i porządku publicznego , muzeum historii naturalnej, Old Las Vegas Mormon State Historic Park a także Neon Museum.   Atmosferę miasta grzechu jak LV samo siebie określa dzięki tolerancji różnych form rozrywki dla pełnoletnich, chłonęliśmy głównie  spacerując i oglądając miasto,  bo jest co oglądać.

Las Vegas jest popularnym celem podróży wśród Hawajczyków. W 2002 roku wśród mieszkańców Las Vegas wyróżnić można było 80 tysięcy osób wywodzących się z Hawajów, które na stałe zamieszkiwały obszar miasta. Ponadto, w każdym tygodniu Las Vegas odwiedzane było przez około 3 tysiące Hawajczyków. Z tego powodu, Las Vegas nazywane jest niekiedy dziewiątą wyspą  Hawajów.

Podsumowując – warto zobaczyć ale wracać tam to już by mi się nie chciało.

W Las Vegas spędziliśmy 2 dni i 2 noce, to była też nasza baza wypadowa na Hoover Dam i Grand Canyon.

CDN…

Posted in Podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz poprawną cyfrę, aby zatwierdzić komentarz *